czwartek, 9 października 2014

Matce opadają ręce

Dziś moja Ala okazała mi litość. Moje kochane, cudowne, wspaniałomyślne dziecko obudziło się o godzinie 8, zjadło i znowu zasnęło. Wstałyśmy ok. 11!!! Taki luksus nie zdarza się często więc korzystałam z okazji i spałam razem z nią:) Właściwie gdyby nie Małż, który wysłał sms z pytaniem czy śpimy, to spałybyśmy dalej. Jak już się ogarnęłyśmy, zabrałam się za gotowanie obiadu dla mojej litościwej córki. Potem umówiłam się z sąsiadką na spacer, pogoda taka piękna, zupełnie nie październikowa. Poszłyśmy. Matka pierwszy raz od lat huśtała się na huśtawce. Wcisnęłam swoje kilogramy i aż się lepiej poczułam, bo to nie huśtawka jest szeroka tylko ja wąska :)


Takie małe kłamstewko:) Na placu zabaw nie było piaskownicy, wszystkie zabawki raczej nie dla mojej rocznej Ali więc wróciłyśmy na osiedle. Moja Ala w siódmym niebie, tarzanie się w piachu to jej pasja. Ala bawiła się świetnie, sypała piasek to tu to tam, trzymała na paluszku biedronkę (pierwszy raz w życiu), ale dobra zabawa się kiedyś kończy, dokładniej wtedy gdy ręka się podwinęła i Ala pacnęła twarzą w piach. Oczywiście nic się jej nie stało, bo raczkowała i upadek nie był z wysoka. Nawet jej nie przeszkadzało, że ma piasek w oczach, nosie i buzi. Ja chciałam ją ratować czym uruchomiłam czarną serię obrzydliwych wypadków. Wzięłam Alę na ręce żeby otrzeć jej buźkę z piachu, to się jej nie spodobało i zaczęła się tak drzeć, że aż mi się coś w uszach robiło. Posadziłam ją i sama przycupnęłam obok. Ala grzebała dalej, aż wygrzebała, O ZGROZO!, kociego bobka :( Przyglądała mu się uważnie, a ja w panice wyrzuciłam jej znalezisko i szybko zaczęłam wycierać jej rączki. To znowu się jej nie spodobało, no bo jak Matka mogła tak postąpić i wywalić taki "skarb"? Ze złości Ala wzięła garść piachu i wsadziła sobie do buzi :( Prawie zemdlałam, a moja córka była zachwycona bo jej w zębach chrzęściło:/ Byłam w takim szoku, że zanim coś zrobiłam minęła chwila. Nie mogłam zebrać myśli. Wzięłam w końcu Żabę na ręce, chusteczkami wytarłam jej buzię, pożegnałam się z sąsiadką i poszłam do domu. Rozbierałyśmy się już po przekroczeniu progu mieszkania. Ala posadzona na podłodze, zostawiła gromadę piasku. Najpierw kąpiel zaliczyła Żaba, szorowanie rąk, buzi, płukanie nosa i mycie ząbków. Potem Matka do wanny. Ja się w piasku nie bawiłam, a w staniku przyniosłam go pełno.Eh... co za dzień. Teraz tak sobie myślę, że dobrze że byłam dziś wyspana, gdyby było inaczej mogłabym tego nie przeżyć. To jakiś koszmar. Jak ja mam teraz chodzić z dzieckiem do piaskownicy? Pal licho, że zjada piasek, ale nie przesieję go przecież żeby Ala znowu nie wykopała jakiegoś "kociego skarbu".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za zainteresowanie i pozostawiony komentarz :)